2009-03-20
CZYM JEST TEATR?
CZYM JEST TEATR? więcej »

zobacz archiwum »



Historia

 

 

Zapowiedź z plakatu 

Jeżeli interesuję cię teatr, chcesz pisać dramaty, występować na scenie, uczestniczyć w akcie tworzenia, poznać ludzi takich jak ty – skontaktuj się z nami. Do końca 2007r. stworzymy 4 pokazy warsztatowe i dwie premiery z profesjonalną oprawą techniczną. Czekamy na ciebie, ciekawi twoich pomysłów i ciebie. Jesteśmy ludźmi, którzy chcieliby poprzez słowa, muzykę, obraz i ruch pokazywać rzeczy piękne, mówić o tym wszystkim, co nas otacza tak żeby inni chcieli tego słuchać. Przyjdź i pomóż nam znaleźć sposób, aby dotrzeć do tego człowieka z komórką, który biegnie po kawałek papieru, pomimo nerwicy, trzeciej serii antybiotyku, i rocznej nieobecności w domu. Przyjdź. 

W XXI wieku w dobie telefonu komórkowego możliwości komunikacyjne ograniczone są tylko naszą zdolnością koncentracji. Szerokopasmowe łącze pozwala na komunikację z całym światem w czasię rzeczywistym. Paradoksem jest fakt, że w śród tego natłoku nowych osób, jesteśmy samotni. W wieczornych jednoosobowych biesiadach przed ekranem telewizora poszukujemy sensu życia. Płock jest doliną kulturalną, w ocenie młodzieży - miejscem pozbawionym możliwości. „...Dzieło sztuki nie jest tylko ozdobą: jest wyrazem jednego z najgłębszych instynktów człowieka. Instynkt ten podnieca ludzi do przedkładania działań konstruktywnych ponad działania niszczące...” „...Współczesne społeczeństwo typu masowego jest niemal z natury rzeczy nastawione na „konsumpcję” kulturalną i rozrywkę, czemu sprzyja rozbudowany w świecie kapitalistycznym przemysł rozrywkowy...” 

 „Warsztaty á la Pogonowski 

Gdy pierwszy raz pojawiłam się na warsztatach, pomyślałam, że to chyba jakaś pomyłka, że źle trafiłam. Niewielka grupka wrzeszczała w niebo głosy, kilka osób chodziło w jednej linii gryząc kartki papieru, ktoś inny udawał, że rąbie drewno... A to wszystko w okropnym hałasię i zamieszaniu, które w jakiś sposób próbował ogarnąć pan Pogonowski (swoją drogą nie mam pojęcia skąd on bierze tyle energii, by tak żywo gestykulować i poruszać się!).Istny dom wariatów Na kolejnych „próbach” nie było lepiej. Jedni ćwiczyli swoje scenki gdzieś na korytarzach Małachowianki, inni prezentowali je na deskach auli, a pozostali po prostu przyglądali się. Pan Pogonowski oceniał, mówił co i jak poprawić i odsyłał grupę z zadaniem stworzenia nowej sceny. Prawie wszystkie etiudy są naszym dziełem. Nie było gotowego scenariusza z podziałem na sceny i role. Powstał jedynie niewielki zarys całości, choć w tej chwili niewiele ma on wspólnego z rzeczywistością. W dodatku większość scen nie ma ze sobą najmniejszego związku. Wszystko, co „urodzi się” w danej chwili w głowie pana Pogonowskiego, natychmiast staje się częścią spektaklu.             

W całym tym zabawnym, choć odrobinę uciążliwym, chaosię była jednak rzecz, która sprawiła, że postanowiłam się do niego przyłączyć. Był to całkowity brak zakazów i nakazów. Pomimo haseł „Zrób to tak”, „Spróbuj inaczej” czy „Ty zrobisz to”, nikt nie mówił mi co mam robić. Każde polecenie stawało się wyzwaniem, a nie przykrym obowiązkiem. Za nie sprostanie zadaniu nie czekała mnie kara, nie wytykano mi błędów. Po prostu byłam sobą, robiłam wszystko tak jak umiałam, pracowałam nad tym. Sądzę, że to jeden z czynników, który przyciągnął mnie. To nie była jakaś anarchia, tylko kontrolowana swoboda. Swobodna na tyle, byśmy mogli w pełni się wykazać, z taką dawką kontroli, aby nikomu nic się nie stało. Każdy sprawdzał siębie w różnych sytuacjach, często zupełnie nieracjonalnych i nieprawdopodobnych. Ale to jest właśnie nasz świat! Jesteśmy wolni, mamy mnóstwo pomysłów na swoje życie, podejmujemy wyzwania, odnosimy sukcesy. Czasem się gubimy, z czymś sobie nie radzimy. I o tym jest nasz spektakl. Przedstawienie z młodymi, o młodych, ale nie tylko dla młodych. Wszystko zrobione „na wariata”, w zabójczym tempie i naprawdę przyjaznej atmosferze, czyli dokładnie tak jak najbardziej lubimy. Nawet, jeśli w dniu premiery sala będzie świeciła pustkami, to i tak odnieśliśmy już sukces. Stworzyliśmy coś sami, od podstaw, i możemy być z siębie dumni. 

Anna Wolińska 

 Zapowiedź Drugiego pokazu 

25 maja 2007 r. w dawnym „Kinie Diana” odbędzie się drugi pokaz z cyklu „Warsztaty Teatralne Teatr i Ja”. W pokazie bierze udział około 50 osób. Realizatorzy projektu (M.Pogonowski, Paweł Gładyś) pragną, aby każdy kolejny pokaz był krokiem w kierunku pełnego spektaklu teatralnego. W pierwszym pokazie widzowie zobaczyli kilkanaście etiud luźno ze sobą powiązanych, które powstały na bazie improwizacji i luźnych spostrzeżeń. Teraz widzowie zobaczą tylko 4 etiudy. Każda będzie opowiadała tę samą historię, lecz w innych okolicznościach, z innymi ludźmi oraz za pomocą inne poetyki. Będzie to mini studium zakochania i odrzucenia.  Pokazy powstają w dużych emocjach i bardzo szybko, jest w nich zawarty pewien rodzaj pędu młodego człowieka, który poszukuje swojego miejsca w tym otaczającym nas świecie. Zapraszamy wszystkich chętnych na godz. 18 00 w piątek 25 maja. Wstęp wolny. 

 Karolina Błaszkiewicz  - uczestnik Warsztatów / LO im W. Jagiełły. 

Aktorstwo – dla wielu WYZWANIE. I właśnie dla nich organizuje się co tydzień spotkania w auli płockiego LO im. S. Małachowskiego. Środa nagle stała się świętością, bo tu jedni bezkarnie spełniają marzenie bycia kimś innym, niż codziennie, a drudzy przychodzą się pobawić, a może też by w przyszłości zostać.. Gwiazdami estrady. I dobrze – takie motywacje są najlepsze. Chęci zmieniają się w coś prawdziwego przy pomocy aktora płockiego teatru, Mariusza Pogonowskiego. Właśnie on, wyglądający na nastolatka i z energią, jakiej brakuje niejednemu nastolatkowi, rzuca w warsztatowiczów pomysłami. Zagrać drzewo czy po kłótni szczekać ze wściekłości, z perspektywy czasu nie wygląda to wcale tak strasznie jak na początku. Mariusz z chęcią wyciska poty, choć później wcale nie szczędzi pochwał i zachwytów nad talentem „aktorów”. Jednak krytyki nie skąpi. Kim jednak byłby każdy z uczestników bez wskazówek? Sama, jako jedna z próbujących aktorstwa czekam na obiektywną ocenę i wolę dostać „baty”, niż cieszyć się z niczego. Zresztą nie tylko Mariusz pokazuje mi coś nowego – poznałam wielu ciekawych ludzi. Próby przynoszą owoce. Będąc nawzajem dla siębie: publicznością i jednocześnie krytykami, a może i nawet przyjaciółmi, podwyższamy sobie poprzeczkę. Oczywiście pracujemy ciężko :) trudno bowiem często przestać się bać. ..Strach obezwładnia, a to że staramy się przełamać jest aktem odwagi... :)  Z czasem nerwy są mniejsze i przynajmniej ja nauczyłam się być pewną swej wartości. Środowe spotkania są również okazją do zabawy, która prowadzi wielokrotnie do niespodziewanych wybuchów śmiechu. Zapomina się wtedy o czasię, choć ja nerwowo spoglądam na zegarek.  Przypatrując się nam pojmuję sens wspólnego działania. Widzę, że choć podzieleni na kilkuosobowe grupy, zapatrzeni na własne etiudy, nie oddalamy się od siębie, nie tworzymy klik. Integracja trwa. Oby tak dalej. Oby to się nigdy nie skończyło, chociaż cel już blisko. Wiem że występ w Kinie Diana będzie wspaniały. No a potem... Myślę, że przetrwamy, dopóki się nam nie znudzi :) 

 NOC TEATRU 

Trzecie spotkanie z cyklu „Teatr i Ja” opowiada o młodzieży szkolnej, która uciekła z domu na wakacje. Są samotni, bez lodówki i domu. Radzą sobie żebrząc przed hipermarketem czy zbierając puszki. Czekają na miłość. Spektakl „Noc Teatru” jest trzecim spotkaniem z serii „Teatr i Ja”. Na scenie wystąpi 50 osób (uczestników warsztatów). Jeżeli okoliczności będą sprzyjające wystąpi Ryszard Wolbach, Krzysztof Misiak, Michał Zawadzki jak również Maciej Włodarczyk. W programie zostaną wykorzystane teksty Magdaleny Smolińskiej, Macieja Włodarczyka i Krzysztofa Bieńkowskiego. Scenariusz i Reżyseria: Mariusz Pogonowski i Paweł Gładyś przy współpracy całego zespołu. Muzyka Krzysztof Misiak przy pomocy całego zespołu. Spektakl opowiada o wakacjach Licealistów, którzy uciekli z domu w poszukiwaniu sensu i przytulenia. Czy znajdą to w płockim, skłocie? Nie wiadomo ile będzie trwał spektakl. W przedtakcie spotkanie na Starym Rynku, gdzie Płockie subkultury będą miały okazję zaprezentować swoje umiejętności jazdy na dyskobolkach. Co prawda chłopaki mówią, że: oni to raczej tak dla siębie i że w zasadzie to by woleli nie? Generalnie niechętnie. Jednak zgodzili się przybyć na spotkanie organizacyjne.  
Monika Jarosińska
Na pierwszych próbach Najbardziej zdziwiło mnie to nagłe tempo, żadnych ćwiczeń, rozpoznania się w temacie od razu próby do gotowego projektu. Czytając scenariusz zupełnie nie wiedziałam, o czym jest spektakl. Po pokazie i po obejrzeniu go potem na spokojnie w domu dopiero jakoś go zinterpretowałam J Takie pierwsze koty za płoty i zetkniecie się ze sceną. Drugi spektakl, był dość specyficzny. Podzielony na cztery części. Każda opowiadała o miłości, ale każda w inny sposób i z innego punktu widzenia ;)  To mi się bardzo podobało. Myślę, że 3 spektakl był najbardziej niedopracowany. Mnóstwo ludzi na scenie i zbyt mało czasu na ogarnięcie tego wszystkiego. Projekt bardzo ciekawy, ale bardzo trudny. Najbardziej udanym był chyba Hotel Palace, Najwięcej czasu, mniej ludzi no i już mieliśmy jakieś minimalne doświadczenie. Wadą bądź zaletą, na pewno znaczącą cechą tych warsztatów było to że tak naprawdę wszystko wychodziło w praniu. Nie było czasu na ćwiczenia, uczyliśmy się w trakcie, poznawaliśmy się w trakcie dowiadywaliśmy się jaki jest przekaz spektaklu w trakcie. 

 PARZYŚCI Autor: Beata Dzianowicz Premiera Niedziela 18 Listopada godz. 20 00 w MDK Prowadzenie: JACEK MĄKA  Występują: Natalia Warchoł, Maja Cholewińska, Ola Kopczyńska, Paulina Romanowska, Kamil Opas, Wojciech Cupta, Maciej Szyda, Mateusz Wróblewski, Edyta Krężlewicz (scenografia)  "Parzyści" to teleturniej, jakich wiele w telewizji, uwielbiany przez gospodynie domowe, prowadzony przez popularnego prezentera - młodego aktora po szkole, który dzięki występom w tym programie stał się gwiazdą małego ekranu. Nagrywany jest z udziałem publiczności, której spontaniczne reakcje są dokładnie wyreżyserowane. Teleturniej jest w tej sztuce tylko pretekstem do pokazania dylematów i perypetii młodego człowieka stojącego przed ważnymi życiowymi wyborami. "Dziady" czy reklama kawy, małżeństwo i rodzina czy kariera i pieniądze, udawać czy być sobą, być czy mieć to pytania, jakie stawia napisana w 1999 roku komedia Beaty Dzianowicz. 

  

Mateusz Wróblewski  

Te warsztaty zmieniły mnie totalnie. Jeszcze nigdy nie spotkałem tylu fajnych ludzi. Każdy z nas wie, że tylko wspólny wysiłek doprowadzi go do sukcesu. Dzięki tym warsztatom poznałem, czym jest naprawdę teatr. Pracujemy ciężko, aby móc pokazać się z jak najlepszej strony. Nie boimy się pokazać czegoś nowego szukamy wyzwań i chociaż czasem spotkamy się ze słowami krytyki idziemy dalej. Szukamy nowych rozwiązań staramy się zaskoczyć widzów. Każdy spektakl jest dla nas WIELKIM WYDARZENIEM, na które ciężko pracowaliśmy. Nieustannie skacząca adrenalina sprawia, że żyjemy... Dzięki Mariusz, że dałeś nam tak wiele. Pokazałeś nam zupełnie inny świat. TEATR - UWOLNIJ SWÓJ  UMYSł 

  

Rozmowy Niezobowiązujące albo - Twarz Uwodziciela Autor: Mariusza Pogonowski PREMIERA Poniedziałek 19 listopada 2007 r. godz. 17 00   w  Spółdzielczym Domu Kultury. Prowadzenie: MARIUSZ POGONOWSKI Występują: Katarzyna Milewska – Sylwia, Magdalena Kołodziejska – Renata, Sylwester Suchodolski – Robert, Maciej Rutkowski – Krzysztof, Karol Wyrębski – Kamil, Marzena Małkowska – Milena, Anna Wolińska - Beata, Marta Mieszkowicz – Chłopiec, Magdalena Grzegorzewska – Dziewczyna, Krzysztof Pesta – Piotr. Sztuka opowiada o młodym mężczyźnie, który nie potrafi zaufać żadnej ze swoich koleżanek na, tyle aby być z nią. Każda z tych kobiet jednak wie jedno, że kocha Kamila. Kamil nie mówi nie i nie, dlatego że nie chce, on po prostu nie umie – jest to powodem wielu specyficznych rozmów.  

Karol Werębski  

Warsztaty w Stowarzyszeniu Teatr Per Se były dla mnie naprawdę ciekawym doświadczeniem, poznałem wielu fajnych ludzi, z którymi miło było spędzać czas przed i po próbach, a co najważniejsze dobrze nam się razem próbowało i w efekcie grało. Zawsze nie mogłem doczekać się kolejnej próby, spotkania ze świetnymi ludźmi i zaraz po premierze zastanawialiśmy się co dalej, czy to koniec !? Ale powstają na nowo warsztaty, nowy projekt i to wspaniałe, że znów będziemy mogli się spotykać i kto wie może też razem zagrać. Jedyną rzeczą, która mnie irytowała (najbardziej rozumiem, że, ktoś faktycznie nie mógł być na próbie) to podejście niektórych osób do sprawy. Jasne ktoś mógłby powiedzieć, że ja też olałem kolegów "aktorów”, bo nie byłem na ich spektaklach, ale niech wiedzą, że żałuje do dziś. Myślę, że dobrze by było od początku próbować tam gdzie będzie premiera. Dobrze że powstają kolejne warsztaty, które będą opierać się na wymowie, bo chyba właśnie to było nasza piętą Achillesa (moją na pewno). 

 Warsztaty teatralne w oczach Patrycji Zych ;D :  „21.03.2007r. środa (...) A później z Agatą i taką Olą z jej klasy pojechałyśmy do Małachowianki na warsztaty teatralne =) Byłyśmy jedynymi osobami z gimnazjum. Ale atmosfera była tam świetna. =) Nikt się z nikogo nie śmiał i w ogóle fajnie było. =) Mariusz (to jest ten facet co prowadzi te zajęcia, ale każe nam do siębie mówić po imieniu albo „ej ty” =P) jest kolegą faceta od kółka. =) Ale fajnie! =) A jutro kółko.” Tak pisałam w swoim pamiętniku o tych warsztatach po pierwszym spotkaniu. =) To oczywiście jest bardzo mało, ale ja pamiętam to. Pamiętam jak strasznie nie chciało mi się tam jechać, jak Agata mnie namawiała, jak w końcu jednak pojechałam. ;P (i bardzo dobrze! ;D) No. A „facet od kółka” to Paweł Gładyś. ;) Jego znałam już wcześniej, bo właśnie przez 3 lata chodziłam do niego na kółko. Ale on w warsztatach zaczął pomagać dopiero od drugiego przedstawienia. Na początku był tylko Mariusz, którego dopiero trzeba było poznać. Na początku nie mogłam przyzwyczaić się do jego ogromnego zapału, tak dużej energii, można powiedzieć, że trochę się go bałam nawet... Ale przychodziłam na zajęcia. Coś mnie tam ciągnęło. Może to, jak właśnie na tych pierwszych zajęciach wszyscy siędzieliśmy na podłodze o śpiewaliśmy „pieśń”. Każdy wydawał z siębie inne dźwięki i to się tak fajnie łączyło, narastało aż w końcu wybuchało i zanikało... To było świetne i hm... zostawiło coś we mnie? Nie wiem, jak to powiedzieć, w każdym razie podobało mi się no! ;P Co jeszcze budziło we mnie jakieś emocje? To, że było nas tam tyle i praktycznie każdy w ostatniej chwili dowiadywał się o tym, co w ogóle ma robić na scenie. A czasu było nie dużo. Warsztaty, jak już mówiłam zaczęły się 21.03 a pierwsze przedstawienie mieliśmy 27.04. (należy jeszcze dodać, że próby mieliśmy tylko w środy ;P).  

„25.04.2007r. środa (...) Całkiem fajnie było na warsztatach. =) W końcu dowiedziałam się, co dokładnie mam tam robić. =P Jestem siostrzenicą księdza, jestem dzieckiem, mam na imię Zuzia i cały czas biegam wesoło po scenie. =D ;D =P” Tak, ta rola bardzo mi się podobała, bo przecież ze mnie jest takie dziecko. ;P Ale należy zwrócić uwagę, że bardzo szybko (;P) dowiedziałam się o tym, co mam grać. (2 dni do premiery ;P) I pierwsze przedstawienie wyszło super moim zdaniem!!! Pamiętam, jak siędzieliśmy pod sceną w Dianie i czekaliśmy na swoje „wielkie wejścia” (;P). W Dianie było fajnie. Słynny „grzyb na ścianie”, który zaczyna nasz warsztatowy hymn i te boskie podziemia gdzie było pełno pajęczyn, a jak była ta scena z wandalami to się sufit sypał. ;P  W drugim przedstawieniu niestety nie mogłam brać udziału, ale je widziałam i też bardzo mi się podobało (chociaż moim zdaniem to pierwsze było najlepsze. ;) Pewnie dlatego, że pierwsze... ;P). A trzecie? To w ogóle była masakra. Jeden wielki chaos, tłum osób, każda próba wyglądała inaczej, bo nie sposób było zapamiętać i ogarnąć wszystko. Pamiętam, jak przychodziłam i siędziałam 2 godziny tylko po to, żeby wejść na 5 minut na scenę. Strasznie mnie to denerwowało, ale cóż. W końcu na to, żeby coś robić trzeba sobie zasłużyć. A próby przed trzecim spotkaniem były fajne, bo doszły jeszcze spotkania z Krzysztofem Misiakiem na których ułożyliśmy nasz hymn właśnie słynną już „Jajecznicę” ;P I podobało mi się jeszcze, jak siędzieliśmy na placu przed Ratuszem i „graliśmy” na pudełkach po farbach (to była kompletna improwizacja. Zresztą jak większość rzeczy na warsztatach... ;P) I jak mieliśmy chodzić w grupach i udawać, że spotykamy się po długim okresię i wrzeszczeć, że bardzo się cieszymy. ;P I jak chodziliśmy tyłem. I jak co chwila mieliśmy się zatrzymywać, żeby wołać „Mam pomysł! Mam pomysł! Mówię ci jaki genialny pomysł mam!” i zaczepiać ludzi, żeby ich poinformować o przedstawieniu. ;) A potem była wakacyjna przerwa. I nigdy nie sądziłabym, że kiedy dowiem się o kolejnej próbie, tak bardzo się z tego ucieszę. ;) Nigdy nie pomyślałabym, że czegoś może tak brakować. A najlepsze jest to, że człowiek zdaje sobie sprawę, że za czymś bardzo tęskni dopiero wtedy, gdy znowu to zobaczy. Właśnie tak było w moim przypadku. Najbardziej podekscytowana byłam już wtedy gdy siędziałam na pierwszym spotkaniu po wakacjach i słuchałam planów na ten sezon. ;) Nie mogłam się doczekać kiedy zacznę coś robić. I co z tego, że to zabiera dużo czasu? Warto go marnować (chociaż często narzekam, ale to tylko tak... ;P)! Mariusz powiedział, że tym razem sami mamy się podzielić na grupy i sami sobie wybrać, co chcemy przedstawiać (w końcu wyszło tak, że z 4 grup 2 robiły to, co same wybrały, a pozostałe 2 to, co Mariusz i Jacek Mąka zaproponowali. Bo Jacek przyszedł w zastępstwie za Pawła Gładysia. ;)) No i ja wylądowałam w „Hotelu Palace” Topora. ;) Tak szczerze, to nie byłam z tego zbyt zadowolona. Bo kurde... Ja wolę występować w czymś co ma jakieś sensowne i jasne dla wszystkich przesłanie i co jest ciągłe a nie zbiorem etiud, które mówią zupełnie o czymś innym. (Ale rola dyrektora bardzo mi się podobała. :D) I osobiście z tych 4 przedstawień najbardziej podobali mi się „Parzyści” (chociaż nie widziałam „Esencji życia” i jej niestety nie mogę ocenić). W ogóle właśnie, kiedy to przedstawienie oglądałam zdałam sobie sprawę, jak bardzo lubię występować. Udzieliły mi się emocje „aktorów” (;P) i zazdrościłam im, że to oni występują a ja tym razem jestem widzem. Przypomniało mi się, jak wielka jest radość po zakończeniu, jak stoimy na scenie, jak ludzie klaszczą, Mariusz wszystkim dziękuję a my na końcu dziękujemy jemu skandując „Mariusz, Mariusz!!!”. Ech, piękne uczucie. ;) Ale w końcu przyszła też pora na nasz występ. ;) Bardzo mi się podobała próba od 9 do 18 (bo o 18 się zaczynało) a i tak nie przećwiczyliśmy wszystkiego tak od początku do końca bez żadnych przerw. ;P No i to chyba na razie koniec. ;) 
HOTEL PALACE
Autor: Roland Topor PREMIERA Sobota 15 Grudnia 
 
godz. 18 00 
  
w Auli Małachowianki. Prowadzenie: JACEK MĄKA, MARIUSZ POGONOWSKI Występują: Agata Rajkiewicz, Katarzyna Pięta, Anna Krawczycka, Patrycja jarosińska, Adam Bonalski, Monika Jarosińska, Natalia Karska, Majka Rybicka, Patrycja Zych, Paulina Kułakowska, Artur Jóźwiak, Krzysztof Pesta, Anna Ostrowska, Rafał Szuliński, Marina Szyczkowa. Hotel Palace to spektakl w klimacie MONTY PYTONA w wersji Francuskiej - zrobiony przez Polaków. Kilkanaście skeczy na dwadzieścia kilka wersów każdy, w 15 osobowej obsadzie z minimalną scenografią i ukierunkowaniem na bezpretensjonalne traktowanie rzeczywistości spowoduje, że mięśnie poprzecznie prążkowane napną się i strzelisz z twarzy jak z gumy. Przyjdź i oceń. 

 Czerwona szmata. 

Tym co najbardziej podoba mi się w działaniu naszego stowarzyszenia jest fakt, że każdy może zaproponować swoje rozwiązanie dla danej sprawy. Chodzi mi tu oczywiście o różne rzeczy dziejące się na scenie bądź też rekwizyty przez nas używane podczas spektakli. Czasami ktoś coś dopowie, ktoś to rozwinie, coś się komuś skojarzy i wychodzi z tego ,,niezła jazda’’. Oczywiście głównym dostarczycielem tych radości jest nasz Szef. W ostatnim pokazie wykorzystaliśmy niezwykle nowatorski pomysł Mariusza, była nim wielka czerwona szmata, tzn. tkanina nad którą wyżej wymieniony osobnik piał ogromne zachwyty. Tą właśnie szmatę Mariusz przywlókł na którąś z prób oświadczając, że jest strasznie fajna i musimy ją wykorzystać. Ci nieliczni szczęściarze którzy podziwiali nas w grudniu na scenie mogli zobaczyć ją w pełnej krasię, podczas etiudy zwanej ,,Sercowa sprawa z chórem’’ w czasię której dochodzi do niedwuznacznej sytuacji między całym żeńskim chórem i jednym mężczyzną. Nasza bohaterka posłużyła nam jako gigantyczna pościel-kokon dla wszystkich kochanków, naraz! Idealnie odkładały się na niej nasze ,,kształty’’ . A kto nie widział ten trąbaJ Chlorek 

  

Odbyło się 6 + 1 (spektakl zrobiony przez młodzież w 95 %) spektakli w tym trzy w starym „Kinie Diana” dwa w MDK im. Króla Maciusia Pierwszego, jeden w SDK i jeden w L.O. Małachowskiego. Przeprowadzono ponad 315 godzin zajęć, w które zaangażowanych było około 80 osób. Wykonano 7 zapowiedzi filmowych oraz 30 min film promujący spotkania. Nagrano ponad 10 wywiadów radiowych. W sumie rozwieszono około 450 plakatów i rozniesiono około 440 zaproszeń. W projekcie uczestniczyło 5 osób niepełnosprawnych, uczniowie Małachowianki, Jagiellonki, 3 liceum, Szkoły wyższej im. Pawła Włodkowica, uczniowie szkół kupieckich, V – ego liceum, siędemdziesiątki, Gimnazjum nr. 8 oraz 2 osoby aktywne zawodowo. Każdy spektakl miał zapewnioną profesjonalną obsługę techniczną (Oświetleniową i akustyczną). W trakcie warsztatów nawiązało się wiele przyjaźni pomiędzy osobami z różnych środowisk, co w mojej opinii jest bardzo ważne (sam byłem uczniem Technikum Budowlanego). Dodatkowo Stowarzyszenie uczestniczyło i realizowało inne działania, które można nazwać nadprodukcją projektu: - 19 kwietnia przygotowanie Happeningu PRL - 12 czerwca 2007 - Przygotowanie scenki o św Stanisławie Kostka - uczestnicy warsztatów wzięli udział w spektaklu „NOC LISTOPADOWA”, który miał swoją premierę w Muzeum Mazowieckim 29 Listopada 2007 r. Uczestnicy mieli okazję wystąpić załącznikach boku aktorów Płockiego Teatru. - Pokaz w „Kinie Diana” 29 czerwca był poprzedzony happeningiem na Rynku Starego Miasta oraz pokazami SKATE-a - 17 Grudnia 2007 roku uczestnicy warsztatów zorganizowali pokaz przed pomnikiem W. Broniewskiego (czytanie wierszy) okazji rocznicy urodzin poety. Zdarzenie to ma swoje miejsce od kilkunastu lat, jest organizowane przez Teatr Dramatyczny w Płocku. W mojej ocenie uczestnicy warsztatów - młodzi ludzie - przeszli swego rodzaju poligon teatralny. Doświadczyli tremy, ciężkiej pracy (zdarzało się, że próby trwały 8 godzin a po 30 minutowej przerwie trzeba było zagrać 90 minutowy spektakl) oraz sukcesu. Bez względu jak daleko jakość przedstawień odbiegała od profesjonalnych spektakli, warsztaty niosły ze sobą bardzo duży ładunek emocjonalny i dla osób uczestniczących były mocnym przeżyciem. Oceniam ten projekt jako udany i wpisuję go na listę moich osobistych sukcesów. 

 Warsztaty a’la Pogonowski, czyli jak coś zrobić, byle się nie narobić.
To, co najmilej zapamiętałam z warsztatów to cudowna atmosfera. Wystarczył jeden impuls by wszyscy włączyli się do jakiegoś przedsięwzięcia… Pogonowski cięgle nas za to ganił, bo gdy tylko ktoś zaczął nucić cała grupa przyłączała się do niego i zaczynało się jedno wielkie śpiewanie. Ogólnie każde spotkanie wiązało się z rozprężeniem, chaosem i nieustannym poszukiwaniem kogoś, kogo niema akurat w miejscu, w którym powinien być. Każdy gdzieś biegał, zajmował się tym i owym, ale na pewno nie powtarzaniem swojej roli czy szlifowaniem tekstu. Przychodziliśmy na warsztaty żeby się rozluźnić, porozmawiać i nie musięć wracać do domu, do książek, nauki. Pogonowski dobrze o tym wiedział, a mimo to nie miał nam tego za złe… No, może czasem trochę się denerwował… Jak na przykład wtedy, gdy Piotrek Bała śpiewał „Anna Maria” w ostatnim rzędzie kina Diana, przy akompaniamencie gitarki Krzysia Misiaka… Tak… próba została przerwana na dobry kwadrans… wszyscy śpiewali…, Ale wracając do tematu – Mariusz zorganizował te warsztaty dla nas. Miał świadomość tego, że nie będziemy posłusznymi owieczkami, które będą bez słowa skargi wykonywały jego polecenia. Wszyscy mieli swoje za uszami, same niespokojne dusze. Bawiliśmy się jednak świetnie i, jak śmiem sądzić, daliśmy kilka całkiem miłych oku i dość zabawnych pokazów. Cóż… Chciałam jeszcze coś napisać… Jak było miło i zabawnie… i w ogóle… Niestety należę do osób, które łatwo się wzruszają i moja klawiatura tonie we łzach… Chyba jeszcze nie dotarło do mnie to, że warsztaty się skończyły… Anna Wolińska 

  

Koordynatorzy projektu: Mariusz Pogonowski Paweł Gładyś Krzysztof Misiak Jacek Mąka  

Pragnę podziękować Księdzu prałatowi Markowi Makowskiemu za udostępnienie budynku Kina Diana. Dziękujemy firmie Elektron Pres Group za udostępnianie nam przestrzeni dyskowej dla strony www.plockteatr.pl. Dziękujemy firmie Merkury za transport. Dziękujemy firmie ZUEiT za oświetlenie robocze i firmie Clean Service za wyporzyczenie odkurzacza do sprzątnięcia Sali. Dziękujemy Dyr. teatru Dramatycznego panu Zygmuntowi Markowi Mokrowieckiemu. Dziękujemy Dyr. POKiS Pani Renacie Mosiołek. Dziękuję Piotrowi Tobota i Pawłowi Gładysiowi za obsługę techniczną i przyjacielską pomoc.  

Firma Orlen jest sponsorem Stowarzyszenia. 

Firma Amper jest sponsorem okablowania sprzętu oświetleniowego. 

Podziękowania dla Maltańskiej Służby Medycznej 

Dziękujemy Ryszardowi Wolbachowi – Zespół Harlem. 
Copyrights © 2008 Per Se.  Wykonanie strony internetowe Medier & Netivia